Centrum
Okulistyki

Strefa wiedzy

Zobaczyć Dzięcioła

Chyba każdy okularnik czasem ma dość ciągłego szukania okularów czy pamiętaniu o wzięciu soczewek na wakacje. Współczesna medycyna w zaledwie kilkanaście sekund potrafi wyleczyć nasze oczy. Czasem, jak w moim przypadku, laser okazał się na tyle skuteczny, że widzę lepiej niż w okularach.

Każdy to zna. Świadomość, że istnieje coś, co bardzo chciałoby się robić, ale wiecznie znajdują się wymówki, aby tak się nie stało. I któregoś dnia przychodzi impuls do zmiany. Mój przyszedł na Zatoce Puckiej. Pływając na windsurfingu, wiatr wywiał mnie daleko od lądu. Jak już wywiało, to… przywiało zasadnicze pytanie: jak wrócić? Moje oczy nigdy nie tolerowały dobrze szkieł kontaktowych, a przez wadę wzroku brzeg jawił się wielką, rozmazaną plamą. Żadnego punktu odniesienia, żadnej wskazówki, żadnego ratunku. Gdy po dłuższym czasie dotarłam na brzeg, podjęłam decyzję: coś trzeba z tym zrobić. Ale od decyzji „coś” do telefonu do kliniki upłynęło jeszcze trochę czasu. Przypominałam sobie o niej w innych życiowych sytuacjach: przy zaparowanych goglach czy wakacyjnym założeniu okularów przeciwsłonecznych, w których nie zauważałam znajomych. Każdy, kto ma wadę wzroku, wie o czym mówię.

W końcu, gdy decyzja zapadła, zaczęło pojawiać się tysiąc „ale”: że dobrze wykonują to tylko w Warszawie albo na Śląsku; że koszt takiego zabiegu jest kosmiczny; że potem przez miesiąc są kłopoty z oczami. Podczas profilaktycznej wizyty u okulisty, zaczęłam dopytywać o szczegóły. Dowiedziałam się, że mogę usunąć wadę w Krakowie w całkiem sensownej cenie. I że to jedynie kilka dni rekonwalescencji.

            Zrobiłam pierwszy krok. Umówiłam się na kwalifikację do zabiegu. Pomyślałam, że przebadam się przy okazji porządnie, a przecież taka wizyta zupełnie do niczego nie zobowiązuje. Badanie na sprzęcie przypominającym wyposażenie stacji kosmicznej NASA wykazało, że moja wada: minus prawie 4 dioptrie na prawym, minus 1,25 na lewym, idealnie nadaje się do operacji.

Nadszedł czwartek, godz. 13.00. Samochód zostawiłam w garażu. W klinice byłam o 10.00. Jeszcze jedno rutynowe badanie, telefon do przyjaciółki, żeby po mnie przyjechała, klucze od domu w miejscu łatwym do znalezienia i… wsiadłam do windy, która zawiozła mnie na blok operacyjny.

Sam zabieg trwał krótko. Lekarz i cały personel medyczny na bieżąco informują, co się dzieje. Szczególnie pomocne jest odliczanie samej pracy lasera. 30 sekund, 29… Zostało jeszcze 10. Te słowa dają niezwykłe poczucie bezpieczeństwa. Sam zabieg jest bezbolesny. 30 sekund – tyle potrzebowała wiązka lasera, by zmienić moje życie. Jeszcze soczewki na tydzień, zanim rogówka całkiem się nie wygoi. I leki: krople do oczu, tabletka na sen i dwie przeciwbólowe. Po zabiegu leżałam jeszcze chwilę w pokoju dla pacjentów.

            Ból dopadł mnie w samochodzie. Lekarka uprzedzała, że może tak się zdarzyć, choć wielu wielu pacjentów w ogóle nie czuje żadnego bólu. Mnie bolało przez zaledwie kilka godzin, a leki przeciwbólowe pozwoliły zasnąć. W tym dniu rzeczywiście nic nie widziałam. W nocy obudziłam się i lekko otworzyłam oczy, by wpuścić krople. Gdy uchyliłam powiekę, oczy zaczęły łzawić. Przyniosło to ulgę na tyle, że leki przeciwbólowe przestały być potrzebne. W weekend funkcjonowałam już samodzielnie, choć samo patrzenie sprawiało jeszcze trudność. Wyglądałam trochę jak Will Smith w „Facetach w czerni” bo nie ściągałam okularów przeciwsłonecznych. Unikałam światła i dużo leżałam. Oczy potrzebowały odpoczynku. Wykorzystałam ten czas na relaks.

            W środę na wizycie kontrolnej już pozwolono mi prowadzić samochód. Ściągnięto mi też soczewki.

            Tydzień później założyłam buty do biegania. Gdy w lesie zobaczyłam dzięcioła, rozpłakałam ze szczęścia. Bo nigdy, w żadnych okularach, nie widziałam tak dobrze, jak teraz.

Autor: Małgorzata Majewska

Powrót

Dane teleadresowe

Godziny pracy Klinika: Poniedziałek ‑ Piątek: 8:00‑20:00
Salon optyczny: Poniedziałek ‑ Piątek: 9:00‑20:00
Podziel się ze znajomymi
Copyright © 2018 CENTRE DE LA VISION All rights reserved